Rządy patokracji - Korea Północna
“Patokracja jest stanem, w którym swoistej mobilizacji ulega istniejąca w każdym kraju patologiczna mniejszość społeczna i ona przejmuje władzę nad społeczeństwem ludzi normalnych. Patokracja nie jest żadnym ustrojem społecznym! Jest ciężką chorobą narodów lub organizacji społecznych, która ma swoje etiologiczne przyczyny zawsze obecne w każdym kraju, oraz swój charakterystyczny przebieg. Dlatego istnieje ona potencjalnie w każdym kraju świata.”
Andrzej Łobaczewski
Dlaczego w tytule akurat Korea? Tak się złożyło, że miałam dzisiaj okazję obejrzeć praktycznie już niedostępny dokument Andrzeja Fidyka pt.” Defilada”. Ma swoje lata, bo nakręcono go w 1988, ale bynajmniej nie stracił na znaczeniu. Niestety brakuje kilkudziesięciu sekund na samym początku i pięciu minut końcówki; mimo to naprawdę warto się z nim zapoznać.
To pierwsza z siedmiu części. Wszystkie można znaleźć na serwisie youtube.
Nie zamierzam tego dokumentu komentować, tak samo jak nie zrobił tego autor. Myślę, że obraz mówi sam za siebie. Na koniec przytoczę złotą myśl jednego z użytkowników serwisu:
“Their lives are one gigantic waste of time. So, we Do have something in common, then.”
Kolejne kontrowersje w sprawie Traktatu Lizbońskiego
Z początku był tylko głos sprzeciwu samotnej Irlandii, ale zapowiadało się na to, że UE znajdzie znajdzie sposób by i to obejść. Teraz jednak robi się coraz ciekawiej.
Przeglądając jak co dzień wiadomości z różnych serwisów natrafiłam na następujący artykuł zamieszczony w serwisie tvn24 - Media: Kaczyński gra Traktatem, by pomóc PiS
Dzień po słynnym wywiadzie Lecha Kaczyńskiego europejska prasa pełna jest krytycznych wobec polskiego prezydenta opinii. Zachodnie media uznają, że prezydencka wypowiedź o bezprzedmiotowości ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego obliczona jest na użytek polityki krajowej.
Pisząc o obiekcjach polskiego prezydenta co do ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, francuskie “Le Figaro” odnotowuje, że “Lech Kaczyński wyciągnął z kapelusza nowego politycznego królika, aby znów móc zaistnieć na polskiej scenie politycznej”.
Przywołując opinię socjolog Leny Kolarskiej-Bobińskiej dziennik zaznacza, że “konserwatysta Lech Kaczyński, którego popularność spada, zdecydował się wypłynąć na fali kryzysu irlandzkiego, by przesłać sygnał swojemu antyeuropejskiemu elektoratowi”.
“Le Figaro” przypomina, że od czasu dojścia do władzy premiera Donalda Tuska między kancelarią szefa rządu a pałacem prezydenckim w Warszawie trwa “wojna pozycyjna”, szczególnie na polu polskiej polityki zagranicznej.
- Donald Tusk postrzega Polskę jako główny motor integracji europejskiej, podczas gdy Lech Kaczyński hamuje z całej siły mnożąc przeszkody, by czarno na białym wypisać wyższość praw polskich nad europejskimi i potwierdzić obronę wartości chrześcijańskich - podkreśla gazeta.
Mimo wszystko Francuzi uważają, że wobec nowego ciosu z Warszawy Paryż zachowa stoicki spokój i będzie próbował przekonać Polskę do zmiany stanowiska perspektywą wstrzymania rozszerzenia UE.
Prezydent pomaga PiS
Podobną opinię jak “Le Figaro” wydrukował belgijski “Le Soir”. Jego zdaniem postawa Kaczyńskiego w dużej mierze dyktowana jest sytuacją PiS na scenie politycznej w Polsce. - Ta taktyka ma pomóc braciom Kaczyńskim i PiS (…) wspiąć się wyżej w sondażach - tłumaczy “Le Soir”, według którego prezydent próbuje wygrać różnice między PiS a “obecnym proeuropejskim rządem” Donalda Tuska.
Belgijska gazeta jest zdania, że “wybryk polskiego prezydenta na nowo spycha Europę na skraj kryzysu”, bowiem po fiasku irlandzkiego referendum podaje w wątpliwość dokończenie ratyfikacji Traktatu z Lizbony przez resztę krajów.
>Zwłaszcza że kłopoty z ratyfikacją przewiduje się też w Czechach, gdzie eurosceptyczny prezydent uznał traktat po irlandzkim referendum za “martwy”. “Le Soir” podkreśla, że we wtorek Vaclav Klaus natychmiast poparł stanowisko Kaczyńskiego.
Będzie blokował tak długo, jak się da
Również “Frankfurter Allgemeine Zeitung” uważa, że za decyzją Lecha Kaczyńskiego stoją motywy związane z polityką wewnętrzną - konflikt z przyjaźnie nastawionym do UE premierem Donaldem Tuskiem. Gazeta prognozuje, że polski prezydent “będzie blokować ‘Lizbonę’ tak długo, jak okaże się to możliwe”.
Jak dodaje “FAZ”, niezależnie od tego, czy Traktat Lizboński zostanie uratowany czy też upadnie, potrzebna jest publiczna debata o sensie i celach UE.
“Financial Times Deutschland” ocenia, że fiasko irlandzkiego referendum - które wydawało się bolesnym, ale uleczalnym przypadkiem - obudziło eurosceptyków. - Najświeższym przykładem jest Lech Kaczyński - pisze dziennik i przypomina że także w Austrii socjaldemokraci żądali referendum w sprawie nowego traktatu UE, “powszechnie znany jest sceptycyzm czeskich władz, także w Niemczech ratyfikacja jest zawieszona z powodu skarg do Trybunału Konstytucyjnego”.
Cios zadany Francuzom
Według środowego “Corriere della Sera” deklaracja prezydenta Lecha Kaczyńskiego, że nie podpisze on Traktatu Lizbońskiego to cios zadany francuskiemu przewodnictwu w UE. Publicysta największej włoskiej gazety wyraża przy tym opinię, że należy założyć, iż “nacjonalistyczny oportunizm” głowy państwa polskiego nie jest jeszcze tak duży, by wykluczyć zmianę zdania.
- A Kaczyński w dodatku nie jest jedyną na horyzoncie osobą psującą zabawę - przypomina dziennik dodając, że w Czechach Trybunał Konstytucyjny być może przychyli się do stanowiska prezydenta Czech Vaclava Klausa. - Jeśli w Warszawie i Pradze przeszkody zostałyby w jakiś sposób usunięte, a nie wydaje się by taki był tam klimat, trzeba przygotować teren pod drugie referendum w Irlandii - podkreśla włoski publicysta. Jego zdaniem wynik i tak nie jest pewny.
Kij w szprychy Unii Europejskiej
Rosyjski “Kommiersant” pisze, że Lech Kaczyński nie po raz pierwszy wkłada w kluczowych europejskich sprawach kij w szprychy. Przypomina, że w ciągu ostatnich dwóch lat pracy nad Traktatem polski prezydent był aktywnym przeciwnikiem tego dokumentu, a w październiku 2007 roku omal nie doprowadził do zerwania lizbońskiego szczytu UE.
Według “Kommiersanta” szczególnie niemiłą niespodziankę polski prezydent sprawił prezydentowi Francji Nicolasowi Sarkozy’emu. Od 1 lipca Francja objęła półroczne przewodnictwo w UE, które ma się stać “godziną próby” dla Sarkozy’ego. Zamierza on przedstawić członkom UE nową politykę w stosunku do imigrantów, wzmocnić stosunki z krajami Afryki Północnej w ramach utworzonej niedawno Unii dla Śródziemnomorza - czytamy w gazecie.
Mile widziana wypowiedź prezydenta
Jedynie brytyjski “Daily Telegraph” z zadowoleniem przyjął wypowiedź prezydenta. Dziennik podkreślił, że choć już od pierwszego dnia destabilizuje ona francuskie przewodnictwo Unii Europejskiej, “jest mile widziane, że Polska, tak długo uciskana przez Związek Radziecki, odrzuca autorytaryzm Brukseli w poparciu dla Irlandczyków”.
“Daily Telegraph” przypomina, że polski prezydent za “bezprzedmiotowe” uznał złożenie podpisu pod ratyfikacją nowego traktatu UE. Zauważa również, że podobnie krytycznie po fiasku referendum traktatowego w Irlandii wypowiedział się prezydent Czech Vaclav Klaus. Zdaniem dziennika “nawet w Niemczech traktat odbija się czkawką w oczekiwaniu na ocenę Trybunału Konstytucyjnego”.
Komentarz sugeruje, że w obecnej sytuacji przywódcy UE zamiast przekonywać Irlandię do zmiany zdania, powinni zrozumieć inny przekaz, który wyłania się w całej Unii: ludzie chcą luźniej związanej, ale bardziej elastycznej Europy, która koncentruje się na sprawach powszednich, a nie na realizacji “beznadziejnych, przestarzałych ambicji federalistycznych”.
Jakkolwiek nie uważam, by Kaczyński kierował się tutaj dobrem Polski (a jeśli już, to chyba ma jakąś inną jego wizję), po prostu realizuje swoją polityką wewnętrzną, to to, co się teraz dzieje obserwuję raczej z satysfakcją. Może cieszę się na wyrost, ale fakt, że Czechy również poddają w wątpliwość celowość Traktatu, dodając do tego pojedyncze głosy z Niemiec, to wszystko daje pewną nadzieję, że jednak Traktat nie zostanie ratyfikowany.
Z drugiej strony byłoby naiwnym sądzić, że na tym się zakończy i że zatryjumfuje prawdziwa demokracja (to tak, jakby wierzyć, że Bush ‘chciał dobrze’, kiedy napadał na Irak). Więc tylko zastanawiam się, prócz gróźb o wstrzymaniu rozszerzenia Unii… co teraz zrobi UE?
Czy w Internecie grozi nam cenzura?
Z artykułu zamieszczonego na stronie “Rzeczypospolitej” - Czy w Internecie grozi nam cenzura?
Już nie tylko reżimy dyktatorskie kontrolują zawartość stron WWW. Coraz częściej robią to państwa demokratyczne. W sieci wrze.
Wielką burzę wywołał projekt ustawy przyjętej kilka dni temu przez szwedzki parlament. Nazwano ją „prawem Orwella”. Agencja rządowa będzie mogła dzięki niej kontrolować pocztę elektroniczną Szwedów.
Kilka miesięcy temu podobna burza wybuchła w Finlandii, gdy okazało się, że policja ma listę 1700 zagranicznych stron z pornografią dziecięcą, które miały zostać zakazane w tym kraju. Internauci pisali, że policja nie sprawdziła dobrze wszystkich witryn, bo na liście znalazł się sklep z instrumentami muzycznymi i sklep z lalkami. Grozą powiało, gdy do listy dodano stronę osoby, która ośmieliła się skrytykować cenzurę w sieci.
O cenzurze mówi też Unia Europejska. Pod koniec ubiegłego roku komisarz sprawiedliwości i bezpieczeństwa Franco Frattini osobiście wezwał dostawców usług internetowych, by blokowali dostęp do stron, które uczą, jak konstruować bomby. W Wielkiej Brytanii szefowa MSW Jacqui Smith wzywała do zwalczania stron terrorystycznych. Dziś w Wielkiej Brytanii proponuje się stworzenie wielkiej państwowej bazy informacji o wszelkich połączeniach dokonywanych przez Internet.
– Jest coraz gorzej – mówi „Rz” rzecznik organizacji Elektroniczne Bariery Australia (EFA) Jacob Colins. W krajach demokratycznych cenzura Internetu wprowadzana jest zazwyczaj z dwóch powodów: w ramach walki z terroryzmem i z pornografią dziecięcą. – Ale każda czarna lista stron internetowych układana przez władze może budzić poważne obawy – dodaje Colins.
Oburzeni internauci piszą, że wolność słowa jest zagrożona. Eksperci zaś wątpią w skuteczność cenzury.
– Próbowało ją wprowadzać wiele organizacji i państw, ale z miernym skutkiem. Internet to twór ponadnarodowy, bardzo trudno go okiełznać – mówi „Rzeczpospolitej” Robert Pająk, specjalista ds. bezpieczeństwa komputerowego. Jako przykład podaje informacje i zdjęcia, które docierają do świata z objętych cenzurą Chin i Tybetu. – Jeśli informacja raz pojawi się w Internecie, jest potem powielana i bardzo trudno ją usunąć – dodaje.
Co tu wiele mówić. Od dawna było wiadomo, że będą chcieli dobrać się i do Internetu. W dobie komputerów kontrolowanie mediów, tj. prasy, radia i telewizji nie jest już wystarczające.